Strona główna Branże i zastosowania Bezpieczeństwo na lotniskach

Bezpieczeństwo na lotniskach

UDOSTĘPNIJ

Tam nie polecę, tam nie jest bezpiecznie – takie stwierdzenie w ustach pasażera to dla każdego lotniska sygnał poważnych kłopotów. Paryż, Bruksela, a ostatnio Stambuł są ofiarami niewidzialnej trucizny, jaką jest strach przed kolejnym zamachem terrorystycznym.

Już samo zagrożenie terrorystyczne, a tym bardziej krwawe zamachy, oprócz tragicznych skutków dla ludzi, niosą także natychmiastowe konsekwencje biznesowe znacznie wykraczające poza funkcjonowanie lotniska. Operujące tam linie lotnicze notują ogromne straty i są zmuszone do redukowania siatki połączeń, co zmniejsza atrakcyjność lotniska i – niczym kula śnieżna – powoduje dalsze straty. Spirala w kilka miesięcy ciągnie wszystko w dół. Jako przykład mogą posłużyć ostatnie decyzje Turkish Airlines, linii będącej dotychczas symbolem sukcesu i niebywałego rozwoju. Utrata 10 mln pasażerów rocznie spowodowała pierwsze od lat spadki dochodów, co wymusiło uziemienie trzydziestu samolotów. Pojawienie się takiego negatywnego trendu trwa zaledwie kilka miesięcy, jego odwrócenie natomiast zajmuje co najmniej kilka lat.

Czasy się zmieniły. Do przeszłości należą problemy z rozchwianą i nieprzewidywalną ceną paliwa. Dziś największym zagrożeniem dla branży lotniczej jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.
Dotychczas prostą odpowiedzią lotnisk na nowe zagrożenie było wprowadzenie kolejnych kontroli. Schemat jest prosty: akcja – reakcja. Bomba została umieszczona w butach, więc wszystkim sprawdzamy buty, zagrożenie stanowią płyny, więc zabieramy płyny. To się jednak zmieniło. Przed nami zupełnie nowe wyzwanie: stale rosnący ruch pasażerski, określany w języku branży lotniczej „nieustającymi wyzwaniami operacyjnymi”.

Linie lotnicze dysponujące coraz większymi samolotami oczekują, że większa liczba pasażerów w tym samym czasie do samolotu wsiądzie i z niego wysiądzie, że szybko i sprawnie przesiądą się na kolejny rejs, a wraz z nimi tę samą drogę odbędzie ich bagaż. Prawdziwą plagą zagęszczonego nieba są bowiem opóźnienia. Jedynym zaś sposobem na ich wyraźne zmniejszenie jest sprawność operacji w porcie lotniczym. I tu tkwi największe wyzwanie: zapewnić bezpieczeństwo, ale nie kosztem czasu podróży, a przede wszystkim nie kosztem dodatkowych utrudnień.

Wiele ankiet przeprowadzonych wśród podróżnych potwierdza, że poziom akceptacji wymogów bezpieczeństwa się zwiększa, ale jednocześnie spada tolerancja dla ich uciążliwości. Nikt nie rozumie, że w dobie iPhone’a i postępujących innowacji kontrola osobista oznacza rozebranie się prawie „do rosołu” i dokonanie fizycznego przeszukania. Kontrola bagażu to nadal krępujące publiczne wyjmowanie rzeczy osobistych na oczach dziesiątków obcych ludzi. Do rangi symbolu urosła, nadal praktykowana w wielu portach lotniczych, konieczność skosztowania przez matkę jedzenia, które wnosi dla podróżującego z nią niemowlęcia, w celu wykluczenia w składzie materiałów wybuchowych… Te krępujące, ale i nieskuteczne metody otwierają ogromne zapotrzebowanie na kontrolę bezpieczeństwa opartą w coraz większym stopniu na technice i technologii.

Przyszłością zabezpieczeń na lotniskach są z pewnością urządzenia do bezdotykowej kontroli osobistej stosowane już w USA. Nie dość, że kontrola zajmuje kilka sekund, to jest skuteczniejsza i dla wielu osób mniej krępująca. Na podobnej zasadzie odbywa się już kontrola bagażu rejestrowanego i ładunków cargo. Trzeba podkreślić, że bagażu podróżującego po świecie jest statystycznie dwa razy więcej niż pasażerów, a do jego kontroli od dawna wykorzystuje się znacznie więcej techniki niż do kontroli osobistej pasażerów. Inaczej lotniska musiałyby zatrudniać nie kilka, ale kilkanaście tysięcy osób, a i tak nie każdy bagaż dotarłby na czas.

W zakresie bezpieczeństwa w branży lotniczej można zaobserwować pewien paradoks: rozważa się, czy pilota może zastąpić automat lub kontrolerzy lotniczy pilotujący samolot z ziemi. Nadal jednak są wątpliwości w kwestii zagwarantowania bezpieczeństwa na lotniskach przy użyciu technologii, które miałyby zastąpić człowieka. A to chyba jedyna słuszna droga. Bezpieczeństwo na lotniskach nie będzie zapewnione bez masowego stosowania nowoczesnych technologii security.

Sebastian Mikosz
prezes eSKY.pl, dwukrotnie prezes PLL LOT,
autor książki „Leci z nami pilot. Kilka prawd o liniach lotniczych”