Strona główna Infrastruktura krytyczna Z pustego i Salomon nie naleje

Z pustego i Salomon nie naleje

Fot. Shutterstock

Niestety, Polska nie może się pochwalić bogactwem odnawialnych zasobów słodkiej wody. Według raportu GUS Polska na drodze zrównoważonego rozwoju zajmujemy 24. miejsce w Unii Europejskiej pod względem ilości wody przypadającej na jednego mieszkańca. Wyprzedzają nas jedynie Czechy, Cypr i Malta.
Monika Żuber-Mamakis

W raporcie podkreślono, że zasoby wodne Polski są niewielkie. Ponadto charakteryzują się zmiennością sezonową i zróżnicowaniem obszarowym. Oznacza to, że w niektórych regionach kraju problem deficytu wody jest bardziej dotkliwy niż w innych.

Spragniony przemysł

Ciało człowieka w dużej mierze składa się z wody. U dorosłego stanowi ona ok. 65%. Dlatego odwodnienie może mieć katastrofalne dla zdrowia skutki. Podobnie rzecz się ma z gospodarką, która jest od wody uzależniona. Struktura poboru wody w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat pozostaje stosunkowo stabilna. Zgodnie z danymi GUS w 2022 r. przemysł odpowiadał za 69% poboru wody (6440 hm3), gospodarka komunalna za 22% (2113 hm3), a napełnianie i uzupełnianie stawów rybnych za 9% (832 hm3).

Łączne zapotrzebowanie na wodę w 2022 r. wyniosło 9,4 tys. hm3. W porównaniu do roku 2021:

  • pobór wody na cele produkcyjne wzrósł o 1,7%;
  • pobór wody do napełniania i uzupełniania stawów rybnych spadł o 1%;
  • pobór wody na potrzeby eksploatacji sieci wodociągowej wzrósł o 22 hm3.

Głównym źródłem zaopatrzenia w wodę są wody powierzchniowe, które w 2022 r. pokryły 81% potrzeb. Korzysta z nich przede wszystkim przemysł. Zaopatrzenie w wodę jest więc krytycznie ważne. Niestety, jak podano w najnowszym raporcie Najwyższej Izby Kontroli Zapewnienie bezpieczeństwa w wodę wybranych jednostek samorządu terytorialnego na wypadek wystąpienia sytuacji kryzysowych (z listopada 2023 r.), nasz kraj nie jest przygotowany na sytuacje kryzysowe, które mogłyby wpłynąć na dostawy wody.

Czy grozi nam wodny blackout?

Kontrolerzy NIK-u potwierdzają to ryzyko. Już w 2017 roku alarmowano, że „duże aglomeracje miejskie w Polsce nie są przygotowane na brak wody pitnej spowodowany zdarzeniami kryzysowymi dotyczącymi systemu wodociągowego. Plany, jakimi dysponują podmioty odpowiedzialne za jej dostawy, są oparte na niekompletnych danych, a zapotrzebowanie na wodę jest obliczane jedynie w odniesieniu do liczby mieszkańców. Kalkulacje pomijają np. potrzeby zakładów produkujących żywność. Istnieje też realne ryzyko, że w przypadku wystąpienia kryzysu, ze względu na brak sprzętu i środków transportu do przewożenia i dystrybucji wody nie zostanie ona dostarczona wszystkim potrzebującym (NIK o zaopatrzeniu aglomeracji w wodę w sytuacjach kryzysowych, 19 października 2017).

NIK przeanalizował działania podejmowane w okresie od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r. (do dnia zakończenia kontroli) oraz wcześniejsze, które miały wpływ na realizację badanych zadań lub których efekty wystąpiły po 1 stycznia 2015 r., a także skutki działań ujawnione do dnia zakończenia kontroli.

Typy zapotrzebowania na wodę uwzględniane i nieuwzględniane przy sporządzaniu planów reagowania kryzysowego. Jak widać, nie wiadomo, ile wody będzie potrzebować gospodarka.
Źródło: NIK o zaopatrzeniu aglomeracji w wodę w sytuacjach kryzysowych

Wyniki ówczesnej kontroli były niepokojące. Najważniejsze z niej wnioski to brak jednoznacznych kompetencji. Ustawa o działach administracji rządowej nie przypisywała jednoznacznie żadnemu ministrowi odpowiedzialności za bezpieczeństwo dostaw wody w warunkach kryzysu. Niewystarczające plany reagowania kryzysowego nie zawierały pełnych i rzetelnych danych o uwarunkowaniach dostaw wody na wypadek zdarzenia kryzysowego. Wskazano na niewystarczające zabezpieczenie dostaw wody na wypadek awarii sieci wodociągowej, ponieważ dostępne wówczas środki transportu pozwalały na realizację jedynie od 2,1 do 28% zapotrzebowania na wodę, a także na niewystarczającą ochronę infrastruktury krytycznej: dwa z trzech skontrolowanych przedsiębiorstw wodociągowych nie przygotowało planów ochrony infrastruktury krytycznej.

Z kolei w roku ubiegłym NIK sprawdził, jak wygląda zapewnienie bezpieczeństwa w wodę wybranych jednostek samorządu terytorialnego na wypadek wystąpienia sytuacji kryzysowych. Postępowanie kontrolne przeprowadzono w pięciu gminach miejskich i pięciu gminach miejsko-wiejskich, wybranych z uwzględnieniem kryterium liczby mieszkańców, w województwach: dolnośląskim, mazowieckim, podlaskim, podkarpackim i zachodniopomorskim.

Informację o wynikach tej kontroli delegatura wrocławska opublikowała w listopadzie 2023 r. Mimo faktu, że obie kontrole, czyli tę z 2017 r. i aktualną dzieli ponad 5 lat, wniosek jest podobny: brak bezpieczeństwa dostaw wody w polskich gminach. Najwyższa Izba Kontroli wykazała, że kontrolowane jednostki nie były przygotowane na sytuacje kryzysowe, które mogłyby ograniczyć dostęp do wody.

Główne problemy to brak:

  • identyfikacji potrzeb – gminy nie wiedziały, ile wody i jakich zasobów potrzebują w sytuacjach kryzysowych;
  • planowania – nie istniały kompleksowe plany działań na wypadek kryzysu wodnego;
  • zasobów – gminy nie miały wystarczających zasobów, aby zapewnić mieszkańcom dostęp do wody w sytuacjach kryzysowych;
  • regulacji prawnych – nie było przepisów określających, jak gminy mają zabezpieczać dostawy wody w sytuacjach kryzysowych.

Z pewnością bezpieczeństwu w zakresie dostaw wody nie sprzyja fakt, że w 2022 r. uchylono przepisy o obronie cywilnej, co jeszcze bardziej ograniczyło możliwości gmin w tym zakresie. Dopiero 22 marca tego roku szefowie MON i MSWiA przedstawili założenia ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Projekt ustawy obecnie jest analizowany z samorządowcami, a później ma trafić do konsultacji społecznych. Po 20 kwietnia 2024 r. mają się rozpocząć konsultacje międzyresortowe. Pytanie brzmi, czy wszyscy konsultujący znają ustalenia NIK dotyczące bezpieczeństwa zaopatrzenia w wodę i czy uwzględnią ten aspekt przy pracach nad ustawą?

Bez wody nie ma… prądu

Bezpieczeństwo wodne i bezpieczeństwo energetyczne są ściśle ze sobą powiązane. Dostęp do czystej wody jest niezbędny do produkcji energii, z kolei produkcja energii może mieć negatywny wpływ na zasoby wodne. Oczywiście, część gospodarstw poradzi sobie np. dzięki fotowoltaice, ale to produkcja na potrzeby własne. Prywatne instalacje fotowoltaiczne nie zapewnią prądu szpitalom, żłobkom i szkołom, tym bardziej że polskie sieci przesyłowe cały czas zmagają się z wydajnością, o czym boleśnie przekonują się prosumenci, którzy nie są w stanie przekazać do sieci nadwyżek mocy.

Bez prądu nie ma produkcji. Brak wody to nie tylko problem dla ludzi i ich codziennego życia, ale również poważne zagrożenie dla gospodarki. Według raportu Banku Światowego z 2016 r. globalne straty gospodarcze spowodowane niedoborem wody mogą do 2050 r. sięgnąć 6 bln USD rocznie.

Fot. Shutterstock

Ostrożnym optymizmem napawa fakt, że lepiej gospodarujemy wodą. Zgodnie z informacjami GUS zawartymi w raporcie Wyniki zielonej gospodarki w Polsce 2022 r. poprawił się wskaźnik produktywności wody obrazujący relację między PKB (w cenach stałych) a zużyciem wody na potrzeby gospodarki narodowej i ludności. W latach 2000–2021 wskaźnik produktywności wody kształtował się coraz korzystniej. W roku 2021 wyniósł 282,39 zł/m3 i był wyższy, zarówno w odniesieniu do 2020 r., jak i 2000 r. odpowiednio o 5,4% i 316,8%. Oznacza to zatem, że z nieco większym szacunkiem wodę traktujemy. Zapewne stoi za tym nie tyle świadomość ekologiczna, ile wysokie ceny wody i ścieków.

Dlaczego optymizm powinien być ostrożny? Otóż minione dziesięciolecie przeszło do historii jako najgorętsze w dziejach pomiarów meteorologicznych. Średnia temperatura na Ziemi wzrosła o ok. 1°C w porównaniu do okresu przedindustrialnego, a w Europie skok ten był jeszcze bardziej wyraźny, bo wyniósł niemal 2°C. Zmianom temperatury towarzyszą coraz bardziej nieregularne opady atmosferyczne. Ich rozkład w czasie i w odniesieniu do poszczególnych regionów staje się coraz bardziej nieprzewidywalny, a jednocześnie obserwujemy wzrost intensywności opadów. Te czynniki w połączeniu z globalnym ociepleniem prowadzą do coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak susze, powodzie, huragany i fale upałów. Według raportu Europejskiej Agencji Środowiska Polska boleśnie odczuwa skutki tych zmian. W latach 2010–2020 straty finansowe spowodowane ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi w naszym kraju przekroczyły 3 mld euro, co oznacza 88 euro na osobę.

Problemy z zaopatrzeniem w wodę, będące skutkiem zarówno suszy, jak i zlewnych deszczy oraz związanych z nimi podtopień czy powodzi boleśnie odczuwają polskie przedsiębiorstwa, w tym producenci energii. To z kolei może odbić się na bezpieczeństwie energetycznym kraju. ⦁