Strona główna Bezpieczne miasto Be smart – ślepy zaułek ewolucji?

Be smart – ślepy zaułek ewolucji?

UDOSTĘPNIJ

Tomasz Pasieka


W zimowe popołudnie obok leżącego na chodniku mężczyzny grupa nastolatków wspina się na barierkę oddzielającą wiadukt od torowiska. Błyskając fleszami smartfonów, oddalają się w sobie tylko wiadomym kierunku…

Przedstawiony przykład jest kompilacją dwóch sytuacji zaobserwowanych okiem kamery przez operatora monitoringu wizyjnego, oddaje jednak pewien dysonans, jaki staje się udziałem postronnego obserwatora. Pojawia się bowiem pytanie, kto zawiódł: technologia, człowiek czy irracjonalne przeświadczenie, iż skoro obok jest kamera, to sytuacja jest pod kontrolą. Jeśli technologia, to znak, że ta jest nadal zawodna, gdyż algorytmy analityki nie wychwyciły w półmroku leżącego człowieka. Jeśli operator, byłby to sygnał, że człowiek jest najsłabszym elementem systemu. Gorzej, gdy wyjaśnienia tej sytuacji upatruje się w przeświadczeniu, że skoro obok jest kamera, a więc jest system, który ma przeciwdziałać zagrożeniom, to jednostka może czuć się zwolniona od osobistej odpowiedzialności.

Wydaje się też, że obecny od kilkunastu lat proces implementacji technologii w obszarze bezpieczeństwa i ochrony porządku zaczyna budzić sceptyczną postawę wobec tak modnych obecnie koncepcji Smart City. I nie wydaje się, by był to pogląd odosobniony, sprowadza się bowiem do próby spojrzenia na koncepcję inteligentnego miasta przez pryzmat czysto ludzkich potrzeb i zachowań.

Nie chodzi więc o zastrzeżenia wobec obszaru technicznego. Bo te, jak każde narzędzie czy instrument, użyte umiejętnie i w sposób celowy, są neutralne. Podniesione uwagi mają głównie wymiar w postaci zastrzeżeń natury filozoficznej i z tego chociażby względu są dla większości ludzi niezbyt interesujące, a w wymiarze podstawowym pomijane w trakcie omawiania zagadnienia.

Technokratyczna wizja zarządzania miastem poprzez zbudowanie systemu teleinformatycznego pozwalającego na „oszczędne czy racjonalne zarządzanie zasobami” może się jawić jako utopia, którą karmimy się w nadziei, iż skoro CZŁOWIEK jest zawodny i irracjonalny w swoich zachowaniach, to nowoczesny, zaawansowany technologicznie SYSTEM rozwiąże wszystkie bolączki społeczeństwa. Oszczędność, racjonalizm i nowe technologie – to hasła, którymi najczęściej posługują się marketingowcy będący forpocztą tego trendu. Stara szkoła inżynierskiego fachu uczyła, że projekt musi być skrojony na miarę potrzeb, musi zawierać analizę ryzyka, a co najważniejsze solidność założeń i wyliczeń musi pozwalać na dekady eksploatacji.

Czy i dziś mamy do czynienia z podobnym wymiarem fachowości, gdy postęp technologiczny co rusz podsuwa nowe rozwiązania? Który bowiem element tego procesu, zanim opuści „deski kreślarskie”, przejdzie przez sito analizy ryzyka? Obserwacja trendów każe raczej założyć, że byleby tylko zasłużył on na miano innowacyjności, a już rynek oferuje wdrożenie.
Jak jednak te konstatacje mają się do koncepcji Smart City? Gdyby prześledzić mechanizmy towarzyszące temu procesowi, należałoby postawić pytania, czy jako społeczeństwo poprawnie definiujemy przedmiotowe zagadnienie, czy inteligentne miasto jest ośrodkiem, w którym decydujący głos ma sztuczna inteligencja, czy może be smart jest tylko produktem marketingowców ekonomicznych i politycznych, którzy sprzedają stare towary w nowym opakowaniu, czy może wreszcie Smart City oznacza koncepcję społeczną, według której sztuczna inteligencja ma zastąpić przyrodzoną człowiekowi inteligencję, która doprowadziła go w drodze ewolucji do tego etapu, w którym nastąpi jego regres.

Wydaje się, że obserwacja współczesnego społeczeństwa potwierdza podniesione wyżej wątpliwości. Wątpliwości, które nie deprecjonując postępu technologicznego i kolejnych etapów rozwoju społecznego, każą jednak stawiać pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi. Być może należałoby uwzględnić w procesie wdrożeniowym dorobek wiedzy z zakresu socjologii lub psychologii społecznej. W wymiarze warsztatowym taka wiedza stanowi element, z którego korzysta każdy świadomy problemów instalator systemu. Pytanie tylko, czy w wymiarze globalnym świadomość ta jest udziałem dużych graczy biznesowych i wdrożeniowców.

Ta przykładowa sytuacja pokazuje, jakim społeczeństwem się stajemy pod wpływem wszechogarniającej nas technologii. A jest to niestety ocena na tyle krytyczna, iż do zarzutu uzależnienia należałoby dorzucić bezmyślność i ślepe, bezkrytyczne podążanie za trendami. Co bowiem, jeśli nie konsternację i rozbawienie budzą doniesienia, że człowiek, skądinąd istota z definicji inteligentna, wchodzi pod pędzący pociąg w pogoni za wirtualnym stworkiem prezentowanym na ekranie smartfonu. Czy nie bawi nas napis na opakowaniu kawy ze znanej sieciówki, iż jest to produkt, który może powodować dotkliwe oparzenia? Jakkolwiek może to brzmieć szokująco, poziom społeczeństwa wymusza na rynku konsumenckim potrzebę wydawania ostrzeżeń dostosowanych treścią do stopnia rozwoju intelektualnego odbiorców.

Jest to niestety brutalna i nieubrana w salonowe słowa konstatacja. Inteligencja człowieka, której siłą napędową są kreatywność i zdolność logicznego opisywania otoczenia, doprowadziła nas jako społeczeństwo do etapu, który może być ślepym zaułkiem ewolucji – ze wszystkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami.

Gdyby spojrzeć oczami krytyków koncepcji zastępowania inteligencji naturalnej jej sztucznym odpowiednikiem, należałoby podzielić pogląd, że w pogoni za hedonizmem tracimy zdolności, umiejętności i odruchy przekazane nam przez przodków. Czym bowiem, jeśli nie atrofią umiejętności społecznych, jest utrata zaradności i samodzielności jednostki? Społeczeństwo, które jest coraz bardziej uzależnione od wirtualnych banków informacji sieciowej, w razie utraty dostępu do źródła stanie się zbieraniną bezbronnych jednostek.

Wirtualizacja zasobów informacyjnych i odejście od ich materialnego desygnatu, w kontekście chociażby zarządzania inteligentnym transportem publicznym, będzie prowadzić do chaosu, np. w razie utraty zasilania tablic informacyjnych na przystankach. Armagedon energetyczny, blackout czy też przerwa zasilania w lokalnej hurtowni spożywczej może mocniej uderzyć w lokalną populację dzisiejszego społeczeństwa niż przed dwudziestu laty. I nie trzeba nikogo przekonywać, jak bardzo takie zagrożenia przekładają się na sferę ochrony porządku publicznego i bezpieczeństwa.

Lansowany pogląd, jakoby Smart City pozwalało oszczędniej i efektywniej gospodarować posiadanymi zasobami, również może budzić wątpliwości. Czy efektywnym i oszczędnym działaniem będzie gospodarka odpadami komunalnymi, w której sieć oczujnikowanych kontenerów sygnalizuje centrum potrzebę opróżniania przepełniających się boksów? Nie wydaje się bowiem, aby oszczędności uzyskane w tym obszarze wobec nakładów inwestycyjnych cechowała krótka perspektywa zwrotu. Wygrany w tym obszarze nie jest inwestor.

Tym, co również może budzić wątpliwości sceptyków koncepcji Smart City, jest postawa apologetów innowacyjności. Cechuje ją swoista arogancja, która sprowadza się do podkreślania zalet rozwiązania i obszarów zastosowania, z pozorowanym jedynie zainteresowaniem potrzebami odbiorcy. Widać za to wyraźne marginalizowanie potrzeby refleksji i dialogu na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji wdrażanych rozwiązań. Tak modna obecnie marketingowo „wieczysta gwarancja” jest przejawem nieuczciwości erystycznej (erystyka – sztuka dyskutowania, przekonywania) wobec potencjalnego klienta i unikaniem odpowiedzialności wobec społeczeństwa za potencjalne skutki. Źle też znosi próby krytyki, broniąc się argumentami „nieuchronności postępu” i „potrzebą zmian”.

Jakkolwiek artykuł ten (niezależnie od poglądów autora) celowo i świadomie podnosi zarzuty krytyczne wobec wizji Smart City, mają one jednak wymiar prowokacyjny. Z zamysłu odmienny od powszechnie panującego poglądu miał też z założenia zachęcić do poddania tej koncepcji krytyce refleksyjnej, rozumianej jako element oceny wartości określonej sfery działalności człowieka, chociażby po to, aby poszukać odpowiedzi na pytanie kardynalne, czy jest, a jeśli tak, to jaka jest alternatywa dla Smart City.

Tomasz Pasieka
Od 1993 r. pracuje w Straży Miejskiej
w Częstochowie, od 2009 r. kieruje miejskim systemem monitoringu wizyjnego. W pracy zawodowej zajmuje się zagadnieniami efektywnej kooperacji lokalnych podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ochronę porządku publicznego i zarządzania w sytuacjach kryzysowych. Amatorsko zainteresowany problematyką cybernetyki społecznej.